Skip to main content

Edukacja

„Takie będą Rzeczpospolite…”. Nauczyciele przeciw pomysłowi starostwa powiatowego

Spotkanie nauczycieli szkół średnich w II LO

Już na starcie młodzież z powiatu gnieźnieńskiego będzie przegrywać z konkurencją” – alarmują gnieźnieńscy nauczyciele szkół średnich pomysł Starostwa Powiatowego, by w podległych mu placówkach, przy ograniczaniu ilości uczniów w klasach do 24 w liceach, do 28 w technikach i do 30 w szkołach branżowych praktycznie zlikwidować możliwość tworzenia grup np. w przedmiotach języków obcych, chemii, informatyki i wychowania fizycznego. Starostwo tłumaczy swoje plany niżem demograficznym i próbą uratowania jak najdłużej etatów nauczycielskich, zanim te i tak będzie trzeba redukować. „My sobie poradzimy, ale mam wątpliwości, czy uczniowie sobie poradzą. Konsekwencje poznamy za kilka lat” – przestrzegają nauczyciele języków obcych.

W poniedziałek 24 lutego, w budynku II Liceum Ogólnokształcącego, tuż po ostatnich lekcjach, spotkali się w jednej z klas nauczyciele gnieźnieńskich szkół średnich. Rozmawiali oni o planach Starostwa Powiatowego, które zamierza wprowadzić ograniczenia liczebności klas. Spowoduje to brak podziału na grupy, np. według poziomu zaawansowania ucznia. – Brak grup będzie powodował, że w klasie będą 24 osoby. To maksymalna liczba uczniów dopuszczona przez ministra edukacji, żeby grup nie tworzyć – wyjaśnia zawiłości problemu osoba zorientowana w proponowanych zmianach. – Kiedy nie będzie grup międzyoddziałowych, to np. zapisując się do klasy z profilem biol.-chem. zadeklarujesz, że chcesz iść na język hiszpański, a kolega zadeklaruje niemiecki, a jeszcze ktoś inny francuski, no to wtedy będą patrzeć ile osób z jakiej klasy zadeklarowało najwięcej danego języka. Jeśli z 24-osobowej klasy 10 uczniów zadeklarowało język hiszpański, 5 niemiecki, 5 francuski i 4 rosyjski, to cała klasa będzie miała i tak język hiszpański. Jeśli w „pomniku” szykują się do uruchomienia 4 klas, to wszystkie będą miały język angielski (bo jest obowiązkowy) i zapewne język hiszpański, bo jest popularny. I kropka. A teraz jest tak, że z każdej klasy jeśli chcesz uczyć się np. niemieckiego, to chodzisz na niemiecki, nieważne z jakiego profilu liceum jesteś.

Od lewej: A. Schmidt, J. Grobelna i M. Krówczyńska podczas spotkania z mediami

Nauczyciele przestrzegają, że takie zasady zmniejszą szansę absolwentów szkół powiatowych w porównaniu do tych ze szkół prywatnych, gdzie zajęcia są bardziej jakościowe i efektywne. Mimo zaproszenia na spotkanie w II LO starosty, ten na spotkanie z nauczycielami nie przybył. – Zgadzamy się z pomysłem zmniejszenia liczebności w klasach, ale powinien zostać zachowany podział na grupy – mówi nauczycielka Marta Krówczyńska. Z kolei Jagoda Grobelna, ucząca języka francuskiego i angielskiego zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt. – Najbardziej ucierpi na tym uczeń. Mimo dobrych wyników egzaminu ósmej klasy, nie dostanie się do wybranej szkoły. Nie może zmienić profilu w trakcie nauki. Nie może uczyć się wybranego drugiego języka i nie skorzysta z procesu indywidualizacji, bo po prostu nie będzie na to czasu. Nie będzie mógł też pracować w laboratorium. Będzie bał się mówić, co przeniesie się na słabe wyniki maturalne. To prosty i szybki przepis na katastrofę. Zarówno komunikacyjną i zawodową. Wymarzone studia nie będą na niego czekać – rozkłada ręce. Spotkanie nauczycieli szkół średnich w II LO podsumował Aleksandr Schmidt, nauczyciel języków obcych od 25 lat, sam szkolący przyszłych nauczycieli do zawodu. – Warto stawiać na oświatę, ale się nie opłaca. Opłaca się realizować takie przedmioty, jak przedmioty ścisłe, języki obce, w-f w, całej klasie, ponieważ jest to tańsze – ale nie warto – nie kryje rozgoryczenia i dalej wymienia: ograniczenie w-f to choroby cywilizacyjne w przyszłości, a brak zajęć w grupach językowych to brak kompetencji w przyszłych rozmowach o pracę, co dziś jest standardem. – Już na starcie młodzież z powiatu gnieźnieńskiego będzie przegrywać z konkurencją – ostrzega nauczyciel.

Jak dodaje A. Schmidt, osobiście nie boi się zwolnienia z pracy w związku ze zmianami, bo taka doświadczona kadra sobie poradzi, ale gorzej będą mieć uczniowie, co odczuć mogą za kilka lat. Nauczyciele języków podkreślają, że nie są przeciwnikami ograniczania liczebności klas, tylko zachowania 30-letniej praktyki w tworzeniu grup 15-osobowych. Jak mówią pedagodzy – swoje stanowisko przekazali staroście już wcześniej i tak samo uczyniły związki zawodowe. – Jeszcze nigdy w mojej pracy zawodowej nie zdarzyło mi się prowadzić zajęcia językowe, polegające przecież na komunikacji, rozmowie, słuchaniu i reakcji, w grupie powyżej 20 osób! Z mojej praktyki wiem, że świetnie to działa do 12 osób. Przy 24 jest to praktycznie niewykonalne – podkreśla Schmidt i przypomina niedawne czasy, kiedy modne były w kraju i w Gnieźnie wielkie masowe szkoły językowe. One skończyły działalność właśnie z powodu swej „masowości”, która nie sprzyja rozwojowi kompetencji językowych. Przestrzegł zatem jeszcze raz, by nie popełniać takiego błędu.

Tagi