Przejdź do treści głównej

Bezpieczeństwo

Bezpieczeństwo pieszych, czyli jak daleko jest Gniezno od Poznania

(fot. Google)

Okazuje się, że dalej niż mogłoby się wydawać. Szczególnie w podejściu do bezpieczeństwa pieszych. Miejski radny od 6 lat stara się, by wzorem Poznania, poprawić widoczność pieszych przechodzących przez kilka newralgicznych przejść w Gnieźnie. Od 6 lat z tym samym efektem: „Nie ma możliwości”.

Przejście dla pieszych na ul. Sienkiewicza, dokładnie na wprost wyjścia ze szkoły. Obok ZUS, Policja, Starostwo Powiatowe oraz bank. Mimo zakazu parkowania do 10 metrów od przejścia, od rana, do niemal wieczora, parkują tu samochody zasłaniając pieszych. „Tylko na minutkę” pada z ust kierowców spieszących się do bankomatu w kierunku pieszych. To, że pojazdy zaparkowane są niezgodnie z przepisami, w dodatku na oznakowaniu poziomym P-21, nikogo tu nie zawstydza. Denerwuje tylko pieszych, którzy muszą wychylać się zza samochodów, by przejść na drugą stronę ulicy. To tylko jedno z kilku tak newralgicznych miejsc w Gnieźnie. Uwagę na nie i potrzebę poprawy na nich bezpieczeństwa zwraca od 6 lat Tomasz Dzionek, miejski radny. Oprócz ulicy Sienkiewicza, gdzie w każdej chwili może dojść do tragedii, wskazuje on jeszcze skrzyżowania ulic Chrobrego i Mieszka I, Warszawskiej i Moniuszki czy Placu im. Piłsudskiego tuż przed kościołem św. Wawrzyńca. Jak dodaje radny – wstawienie w miejscach przy pasach stojaków rowerowych nie tylko uniemożliwi nielegalne parkowanie w tych ważnych z punktu widzenia bezpieczeństwa pieszych miejscach, co także zwiększy możliwość zostawienia roweru w centrum.

Przykład nielegalnego parkowania na ul. Sienkiewicza w Gnieźnie. To widok codzienny.

Takie praktyki nie są niczym nowym w Polsce. Nie trzeba sięgać daleko. Jak wskazuje inż. Szymon Zieliński, certyfikowany audytor bezpieczeństwa ruchu drogowego, w Poznaniu takie działania drogowców to norma, a wręcz standard. W stolicy regionu Miejski Inżynier Ruchu uznał, że lepiej by w miejscach przy pasach stały rowery niż samochody. Jednoślady w zasadzie nie ograniczają widoczności w obrębie takich miejsc. Jest tu tylko jedno ale – nie maluje się wtedy znaku poziomego P-21 (skośne linie), tylko obramowuje się ciągłą linią takie miejsce pozostawiając puste pole w środku. Audytor wskazuje tu ulice np. Szamarzewskiego czy Garbary.

Rozwiązanie na ul. Szamarzewskiego w Poznaniu (fot. Google)

Co na propozycję radnego Urząd Miejski? 6 lat temu padła odpowiedź negatywna: „W myśl obowiązujących przepisów znak poziomy P-21 »powierzchnia wyłączona« oznacza powierzchnię drogi, na którą wjazd i zatrzymywanie są zabronione. Instalowanie w tych miejscach stojaków rowerowych stwarzać by mogło zagrożenie kolizją drogową, a rowerzysta chcący zaparkować swój rower, w sposób oczywisty łamałby przepisy ustawy Prawo o ruchu drogowym” – przekazał wówczas ówczesny prezydent Tomasz Budasz. Tomasz Dzionek ponowił swoją propozycję w tym roku, ale obecny prezydent Michał Powałowski podziela tamtą opinię. „Od października 2020 r. przepisy w zakresie oznakowania poziomego powierzchni wyłączonych z ruchu, urządzeń bezpieczeństwa ruchu tj. barierek a także parkowania nie uległy zmianie. W związku z powyższym podtrzymuję stanowisko” – przekazał włodarz miasta.

Przykład z ulicy Prusa w Poznaniu (fot. Google)


Takie stanowisko urzędu dziwi radnego. – Proponowane rozwiązania od wielu lat z powodzeniem funkcjonują w wielu miastach w Polsce. Dzięki nim nie tylko ogranicza się parkowanie w miejscach niedozwolonych i niebezpiecznych, ale również tworzy dodatkowe miejsca do przypinania rowerów, których w centrum naszego miasta jest zdecydowanie za mało – zauważa. Jak dodaje, ponowi interpelację, bo odpowiedź z magistratu nie odnosi się do sedna pisma. – Trudno również uznać za przekonujące powoływanie się na rzekomą nielegalność mojej propozycji, skoro wcześniej urzędnicy zgodzili się na montaż w pasie drogowym oznakowania z motywem kotów, które jedynie imitują znaki drogowe, choć nimi nie są. Taka argumentacja jest co najmniej niekonsekwentna. Warto przy tym zauważyć, że w naszym mieście prawdopodobnie znajduje się więcej znaków i elementów oznakowania niezgodnych z przepisami Prawa o ruchu drogowym niż stojaków rowerowych. To najlepiej pokazuje, że problem nie leży w przepisach, lecz w braku woli do wdrażania praktycznych rozwiązań – przekazuje rozkładając ręce Tomasz Dzionek.

Tagi