Przejdź do treści głównej

Powiat Mogileński

Mogileński szpital w potrzasku. Jak sobotnie zabiegi neurochirurgiczne doprowadziły szpital na skraj upadku

 | 

Szpital w Mogilnie miał zyskać nową specjalizację i przyciągnąć pacjentów z regionu. Zamiast tego – jak ujawnił w swoim śledztwie Michał Janczura dziennikarz Wirtualnej Polski – placówka została wciągnięta w mechanizm masowych, wątpliwych zabiegów, identycznej dokumentacji i rozliczeń, które dziś bada prokuratura. Efekt to wielomilionowe kary, komornik na koncie i realne ryzyko upadku jednego z najmniejszych szpitali w województwie kujawsko‑pomorskim.

Szpital bez neurochirurgii, który nagle zaczął „operować” setki pacjentów

Mogileński szpital nigdy nie prowadził poradni neurochirurgicznej, nie miał sprzętu do specjalistycznych procedur kręgosłupa, a jego jedyna sala operacyjna była wykorzystywana przez chirurgię ogólną. Mimo to w 2023 roku ówczesna dyrektorka SPZOZ Ewa Bonk‑Woźniakiewicz podpisała umowę ze spółką Spine, prowadzoną przez dwóch neurochirurgów z Bydgoszczy.

Jak ustalił Michał Janczura w artykule na Wirtualnej Polsce, umowę zawarto bez konkursu, bez negocjacji i na warunkach skrajnie niekorzystnych: 65 procent wartości każdego zabiegu trafiało do Spine, a tylko 35 procent do szpitala. Placówka zapewniała salę, zaplecze, personel i organizację, a większość pieniędzy trafiała do prywatnej firmy.

Zabiegi odbywały się wyłącznie w soboty – jedynym dniu, kiedy sala operacyjna była wolna. To właśnie wtedy zaczynał się proceder, który dziś jest przedmiotem śledztwa.

Sobotnie maratony zabiegów: tempo niemożliwe do wykonania

Według ustaleń WP neurochirurdzy przyjeżdżali do Mogilna wcześnie rano i w ciągu kilku godzin wykonywali po 20, 30, a nawet 50 zabiegów dziennie. W jednym z dni lekarz zakończył pracę przed 13:00, mając na koncie 25 pacjentów.

Kontrola NFZ wykazała, że zabiegi trwały od 3 do 10 minut, choć procedura rozliczana jako hospitalizacja wymaga znacznie dłuższego czasu, sali operacyjnej, kilkuetapowego wprowadzenia kaniuli oraz opieki po zabiegu. Konsultant wojewódzki dr Wojciech Wasilewski ocenił jednoznacznie: „Procedura jest niemożliwa do wykonania w czasach, jakie rejestrowane były w protokołach (średnio 10 minut).”

Dokumentacja jak z kopiarki i pacjenci z całej Polski

NFZ skontrolował 549 pacjentów. W każdym przypadku stwierdzono brak podstaw do hospitalizacji. Zabiegi wykonywano w znieczuleniu miejscowym, możliwym do przeprowadzenia w poradni.

Najbardziej uderzające były wpisy w dokumentacji: „Wpisy (…) są lakoniczne, powtarzalne, w treści identyczne dla większości chorych. Dokumentacja nosi znamiona jej fałszowania.”

548 pacjentów miało skierowania od lekarzy Spine. Większość przyjeżdżała z odległych części kraju, a niektórzy wracali wielokrotnie – jedna osoba miała pięć zabiegów w ciągu dziewięciu miesięcy.

Mechanizm finansowy, który drenował Mogilno

Jak opisuje WP, Spine wykonywało tańszy zabieg wart 1500 zł, a w dokumentacji wpisywało droższy – wyceniany na ponad 6500 zł. Szpital rozliczał świadczenia z NFZ, po czym oddawał większość pieniędzy spółce.

Przy 25 zabiegach dziennie koszty sięgały 162 tys. zł. 65 procent trafiało do Spine – około 105 tys. zł za cztery godziny pracy. To oznaczało stawkę ponad 26 tys. zł za godzinę.

Kary, komornik i dramatyczna walka o przetrwanie

Na podstawie wyników kontroli NFZ nałożył na szpital obowiązek zwrotu ponad 2,6 mln zł. Jednocześnie spółka Spine pozwała placówkę o zaległe wynagrodzenie, niemal 1,3 mln zł i wygrała. Sąd uznał, że skoro umowa została podpisana, a zabiegi wykonano, to wynagrodzenie się należy.

W czerwcu komornik zajął 400 tys. zł z kontraktu szpitala. Dyrektor Sebastian Jankiewicz przyznaje, że placówka nie ma pieniędzy na wypłaty dla personelu i stoi na krawędzi utraty płynności.

Mogilno jako symbol systemowej bezradności

Podobny schemat działał w Miastku na Pomorzu, gdzie wykonano ponad 2500 zabiegów, czasem 77 dziennie. Tam kontrola NFZ jeszcze trwa, a kara może sięgnąć nawet 13 mln zł. Jednak to Mogilno, mały szpital z jedną salą operacyjną, stało się najbardziej dramatycznym przykładem.

Prof. Małgorzata Gałązka‑Sobotka, cytowana przez WP, komentuje: „Tak się kończy ułuda taniego państwa. Kontrola wydawania publicznych środków praktycznie nie istnieje.”

Szpital w Mogilnie dziś: walka o każdy dzień

Placówka czeka na decyzje NFZ, próbuje odzyskać płynność i utrzymać podstawowe funkcjonowanie. Personel nie ma pewności, czy otrzyma wynagrodzenia. Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy prowadzi śledztwo, a dokumenty z Mogilna analizują kolejne instytucje.

Tagi