Ratowanie parowozowni
Była para, będzie wodór i muzeum? Echo debaty o przyszłości parowozowni

Tegoroczny festyn rodzinny połączony z dniem otwartym parowozowni i promocją projektu „Od Pary do Wodoru” miał wymiar szczególny. Rozpoczął się on debatą strategiczną o przyszłości tego wyjątkowego na mapie miasta miejsca, które może stać się motorem napędowy rozwoju Gniezna na lata i połączyć w jednym miejscu innowację z historią i biznesem.
Minister klimatu i środowiska, wiceminister infrastruktury oraz m.in. parlamentarzyści, samorządowcy, przedstawiciele biznesu, przewoźników kolejowych, świata kultury i nauki, spotkali się 11 lipca w gnieźnieńskiej parowozowni korzystając z zaproszenia do wspólnej rozmowy o przyszłości tego miejsca. Największa kompletna parowozownia w Europie czeka na swój czas, jednak w tym oczekiwaniu popada częściowo w ruinę. Obiekt należący do PKP S.A. traci już dziś swoją strukturę – część dachu młodszej hali wachlarzowej uległa zawaleniu. Osoby dbające o obiekt nie kryją, że kolejna tak ciężka zima jak ostatnia, może dokonać poważnych zniszczeń, które uniemożliwią jakiekolwiek sensowne wykorzystanie zabytku. Stoimy więc wszyscy w miejscu i czasie, kiedy przyszłość tego miejsca decyduje się – dosłownie – na naszych oczach. O podsumowanie debaty prosimy Patryka Kulińskiego, prezesa Stowarzyszenia Parowozownia Gniezno, które od lat alarmuje, lobbuje i podnosi temat uratowania tej przestrzeni. Organizacja jest też jednym z partnerów projektu „Od pary do Wodoru”, który jest wyjściem na przód wraz z Wielkopolską Izbą Gospodarczą oraz Stowarzyszeniem HALO! z konkretnym pomysłem na rozwój parowozowni. – Parowozownia po raz kolejny udowodniła, że może być miejscem multifunkcyjnym. Jest festyn, zakończyła się część kongresowa z debatą – mówił tuż po tej najważniejszej tego dnia części programu, opiekun zabytku.
Randze debacie sprzyjała obecność dwojga członków Rady Ministrów – Pauliny Hennig-Kloski i Piotra Malepszaka. Podobnie jak zawarto to w programie „Od Pary do Wodoru”, gościom zaprezentowano opracowaną w Gnieźnie strategię omawiając jej punkty oraz udowadniając zgromadzonym, że te zabytkowe przestrzenie mają przyszłość, która może połączyć naukę, kulturę, biznes i wydarzenia kongresowe. – Panowała bardzo dobra atmosfera i padło bardzo dużo ciekawych deklaracji. Nawiązaliśmy też nowe współprace i wiemy już, że odbędą się nowe spotkania – komentował na gorąco P. Kuliński. – Liczymy na to, że ta nasza zintensyfikowana praca przyniesie efekty. Wszystkie zapowiedzi i deklaracje, które składali dziś politycy, będziemy monitorować – zapewnia prezes stowarzyszenia. Jak podkreśla szef Parowozowni Gniezno – opiekujący się społecznie wraz z wolontariuszami obiektem od lat, debata z dnia 11 lipca to bardzo ważny punkt na drodze do ratowania zabytku. Cieszy go, że z zaproszenia skorzystało tak wiele osób mających wpływ na to, że kiedyś ten teren będzie być może służył mieszkańcom miasta, regionu i kraju. Wiele z tych osób widziało obiekty od wewnątrz pierwszy raz i zrobiły na nich ogromne wrażenie. – Wiem, że większość osób, które tu były, ma bardzo napięte kalendarze. Zgranie spotkań było trudne, a zdaję sobie sprawę z tego, że nie dla wszystkich to było wydarzenie tak ważne jak dla nas. Ale udało się to zrobić. Przed nami kolejne spotkania w ministerstwach, planowana jest wystawa na terenie Sejmu RP oraz w Parlamencie Europejskim. Promujemy nasz projekt, chcemy z nim dotrzeć jak najdalej. Każde takie działania zwiększa szanse na jego realizację i pozyskanie środków – dodaje Patryk Kuliński.
Para w parowozowni już była, ale czy będzie wodór jako paliwo przyszłości, także w kolejnictwie? Pomysłodawcy programu chcą być zagościł tu na stałe. Na razie prezes stowarzyszenia uchyla rąbka tajemnicy, że może, w ramach współpracy z Kolejami Wielkopolskimi, uda się w ramach promocji ściągnąć do parowozowni w przyszłym sezonie wodór w postaci napędzanego nim składu. Szef stowarzyszenia przekonuje, że także współpraca z Urzędem Marszałkowskim w Poznaniu oraz jego instytucją Parowozownią Wolsztyn, połączy dziedzictwo kolejowe naszego regionu. – Nie musimy konkurować, możemy stworzyć wspólną ofertę dla mieszkańców i turystów – zapewnia.
Dziś parowozownia żyje ale tylko dzięki pracy wolontariuszy i turystom, którzy korzystają z oprowadzań po zabytku. Jednak to jest za mało, jak mówi P. Kuliński. – Potrzebujemy spektakularnych sukcesów. Tylko taki dzień jak dziś, pozwala nam przyjąć kilka tysięcy ludzi. Do tego dążymy, by udostępnić te przestrzenie. Nie tylko do zwiedzania – nie kryje planów szef stowarzyszenia.




