Młoda muzyka
Raport z festiwalowego frontu. Pere-Lachaise rusza w najważniejsze lato swojej historii

Od Jarocina przez Cisną i Męskie Granie aż po Famę. Zespół z Gniezna nie zwalnia tempa, pracuje nad nową płytą i coraz śmielej mówi o świecie, który płonie.
Jeszcze rok temu byli jedną z młodych kapel walczących o uwagę publiczności podczas Wielkopolskich Rytmów Młodych. Dziś Pere-Lachaise szykuje się do koncertów na ważnych letnich festiwalach, ma za sobą występy w radiowej Trójce, współpracę z Maleo Reggae Rockers, uznanie krytyków i pracę nad drugim albumem. Dla zespołu, który od początku postawił na własną drogę i autentyczność przekazu, to moment szczególny.
Punktem zwrotnym okazał się ubiegłoroczny Jarocin. Najpierw Wielkopolskie Rytmy Młodych, gdzie Pere-Lachaise znalazł się w gronie laureatów obok zwycięskiej Cafetraumy. Potem udział w benefisie Piotra Banacha. Wreszcie koncert na dużej scenie Jarocin Festiwal pomiędzy Hunterem a Maleo Reggae Rockers. To właśnie wtedy wielu obserwatorów po raz pierwszy zobaczyło, że zespół nie jest jedynie ciekawostką lokalnej sceny.

Publiczność przyjęła ich znakomicie
Kilka minut później Tim Curtis (wokalista) pojawił się gościnnie podczas występu Maleo Reggae Rockers, wykonując wspólnie z zespołem kultowy utwór „Nikt” grupy Izrael. Niedługo przyszły kolejne zaproszenia. Fragment jubileuszowej trasy związanej z 40-leciem Maleo, koncert podczas urodzin Radia Afera, a następnie występ w Programie Trzecim Polskiego Radia u Piotra Metza.
Dla zespołu wychowanego na muzyce polskiej alternatywy były to wydarzenia mające znaczenie nie tylko muzyczne, ale również symboliczne życiowo.
Nie jest tajemnicą, że Pere-Lachaise ma ogromny szacunek dla środowiska muzyków, dziennikarzy i animatorów kultury, które w latach osiemdziesiątych tworzyło jeden z najciekawszych fenomenów polskiej kontrkultury. Wystarczy przypomnieć, że ich pierwszy szerzej zauważony utwór „Nie krzycz, nie płacz” był autorską trawestacją legendarnego „Idziemy przez las” zespołu Siekiera — i to na długo zanim odwoływanie się do zimnofalowej klasyki ponownie stało się modne.

Jednocześnie Pere-Lachaise od początku konsekwentnie budował własny język
Pierwsza płyta „Wszystko wokół wreszcie płonie”, nagrana niemal wyłącznie dzięki własnemu zaangażowaniu muzyków i wsparta organizacyjnie przez Centrum Kultury eSTeDe w Gnieźnie, została zauważona przez krytykę. Leszek Gnoiński, autor między innymi „Encyklopedii Polskiego Rocka”, umieścił album wśród pięciu najważniejszych polskich płyt w 2025.
Dziś muzycy pracują już nad następcą debiutu. Szczegóły pozostają jeszcze tajemnicą, ale wszystko wskazuje na to, że będzie to album bardziej bezpośredni, mocniejszy i odważniejszy w warstwie tekstowej.
Zapowiedzią nowego etapu stał się dynamiczny utwór „Cel i Światło”, nagrany na poznańską składankę „My Name Is Poznań”. W jego refrenie pojawiają się słowa: „Widzę cel i światło”. Trudno o lepsze podsumowanie drogi zespołu, który od początku próbuje zachować równowagę pomiędzy niepokojem a nadzieją.
Pere-Lachaise nie zamierza jednak uciekać od tematów trudnych
Choć członkowie grupy podkreślają, że ich twórczość nie jest publicystyką ani politycznym manifestem, nowy materiał coraz częściej dotyka problemów współczesnego świata. Nie dlatego, że muzycy chcą komentować bieżące wydarzenia, lecz dlatego, że człowiek — centralna postać ich piosenek — nie istnieje w próżni.
W jednym z nowych tekstów słyszymy:
„Pokojowe nagrody, gorące oklaski,
atak na Wenezuelę, tony spekulacji.
Atak na Palestynę ze wsparciem korporacji,
atak na Ukrainę, w kraju maszerują nazi.
Paruje głowa, krzyczę hasła na protestach,
tasuję wartości, spokój wchodzi na piedestał.
Dzieje się za dużo, nie potrafię znaleźć miejsca,
wszystko wokół wreszcie płonie niezależnie od podejścia.”
To jeden z najbardziej bezpośrednich tekstów w historii zespołu. Nie ma w nim wymigiwania się od tematów globalnych. Jest natomiast próba opisania człowieka przytłoczonego nadmiarem informacji, konfliktów, kryzysów i emocji.

Muzycy mówią wręcz o kierunku, który pół żartem, pół serio określono mianem „antropopunka”. (Podobieństwo do tytułu podcastu profesora Waldemara Kuligowskiego Antropop – nie tylko przypadkowe). To twórczość skupiona na człowieku i człowieczeństwie. Nie antropocentryczna, lecz empatyczna. Pochylająca się nad losem ludzi i ich emocjami, ale także nad światem jako wspólną przestrzenią wszystkich istnień.
Nieprzypadkowo jednym z najczęściej przywoływanych wersów Pere-Lachaise pozostaje zdanie: „Nie będę milczeć, kiedy słyszę krzyki”.
Równie ważne jest inne przesłanie zespołu, które z czasem zaczęło funkcjonować niemal jak nieformalny manifest:
„Żyjmy tak, żeby za pięćdziesiąt lat pochowali nas na Père-Lachaise”.
To nie opowieść o sławie ani marzeniu o miejscu obok Jima Morrisona czy Oscara Wilde’a. To wezwanie do pozostawienia po sobie śladu.Przede wszystkim do życia na 100 % w zgodzie z sobą. Do życia tak, by coś po nas zostało — w pamięci ludzi, w relacjach, w gestach solidarności i wsparcia.
Być może właśnie dlatego tak często powraca temat człowieka
– To nie jest rock terapeutyczny – podkreśla Tim Curtis, na co dzień psycholog. – Jeśli muzyka może komuś pomóc przeżyć trudniejszy dzień albo poczuć się mniej samotnym, to ma sens. Muzyka Pere Lechaise nie jest telefonem zaufania, raczej namiotem zrozumienia.
Tymczasem przed zespołem intensywne lato.
Już w ostatni weekend czerwca Pere-Lachaise wystąpi na festiwalu Zew Się Budzi w Cisnej. Na wydarzenie grupa została zaproszona przez Piotra Metza i Program Trzeci Polskiego Radia. Na jednej scenie spotka się z takimi legendami polskiej muzyki ważnej jak Variete, Closterkeller czy znakomicie przyjmowana na świecie Trupa Trupa.
11 lipca muzycy pojawią się podczas Męskiego Grania w Poznaniu na scenie Radia 357.
Potem przyjdzie czas na powrót do Jarocina — miejsca, które odegrało kluczową rolę w historii zespołu.
Na zakończenie wakacji Pere-Lachaise zagra podczas FAMY w Świnoujściu, jednego z najważniejszych festiwali młodej kultury autentycznej w Polsce.
Po drodze będą oczywiście koncerty, ale także coś, co dla zespołu wydaje się równie ważne: rozmowy. Spotkania z ludźmi. Wsłuchiwanie się w ich historię.
Bo choć świat wokół rzeczywiście bywa miejscem, w którym „wszystko wokół wreszcie płonie”, Pere-Lachaise nadal próbuje odnaleźć w nim cel i światło.




