MPPP
Dudy Leona Galińskiego trafią do Muzeum

Dudy w Gnieźnie kojarzymy przede wszystkim z postacią Leona Galińskiego – mistrza i wychowawcy. Dzięki współpracy Muzeum z Centrum Kultury eSTeDe jeden z jego instrumentów zasili zbiory Muzeum Początków Państwa Polskiego. W ramach akcji „Nie kitraj zabytków” muzealnicy pozyskali dudy legendarnego muzyka w depozyt.
Jeszcze w latach 90. XX wieku, pod ówczesną księgarnią, w podpiwniczeniu z wejściem od Farnej, przez lata mieściła się Galeria Image. Miejsce urocze, jedyne wówczas, gdzie w Gnieźnie mogli zaopatrywać się plastycy. Tylko tu można było kupić gwasze, tempery czy profesjonalne pędzelki firm Restauro Hause i Kozłowski. Galerię prowadziła wieloletnia szefowa Miejskiego Ośrodka Kultury – Krystyna Jóźwiak. Na winklu, opodal Rynku, przy zejściu do galerii, często stawał niezwykle sympatyczny człowiek w wielkopolskim stroju, z ciemną brodą i w okularach. Kiedy tam stawał, jego dudy słychać było aż pod Katedrą. Trochę jak dobrotliwy skrzat, trochę jak ktoś nie z tego czasu, pojawiał się tu Leon Galiński – dudziarz jakich mało. Człowiek o gołębim sercu i wspaniałej wielkopolskiej duszy.
Dudy, które przez wieki były jednym z filarów kultury ludowej Wielkopolski, dzięki takim ludziom jak Galiński weszły do miast. Gwara, którą dzięki polityce kulturalnej PRL kojarzono z wsią, była przecież tworem miejskim. Dziś trwa dzięki nielicznym fascynatom w Poznaniu, Gnieźnie czy Kościanie, ale przede wszystkim dzięki przejęciu przez mieszkańców wsi.
Warto więc zatrzymać się w miejscu, gdzie wcześniej czy później pojawi się upamiętnienie artysty.
Leon Galiński był synem kowala. W czasach, gdy się rodził, było to stanowisko niezwykle szanowane. Michał Galiński pracował w Raszkowie. To tu 10 kwietnia 1922 roku urodził się najmłodszy z dzieciaków – Leon. Zanim Galińscy trafili do Gniezna, Leon ukończył Szkołę Rolniczą w Pleszewie. Pierwotnie muzyka i rolnictwo wydawały się być mu pisane. Był zresztą człowiekiem mocno związanym z naturą. W Gnieźnie zdał maturę i otworzył sobie nowe możliwości. Przy muzyce zresztą pozostał.
Galińscy jako rodzina byli uzdolnieni muzycznie. Leon od najmłodszych lat, jeszcze w południowej Wielkopolsce, wykazywał zainteresowanie szeroko pojętą sztuką i aktywnością twórczą. Jak wspominają bliscy, ogromnym sentymentem darzył skrzypce. Grając na weselach jako młody chłopak, sięgał po skrzypki. Rzecz jasna najbardziej nośnym instrumentem były dudy. W miastach na zabawach wypierał je już akordeon. Jednak w mniejszych miejscowościach to właśnie dudy były prawdziwie wielkopolskim motorem wszelkich tańców.
Ten, tak niedawno grywający i na Farnej, i na wielkich folklorystycznych festiwalach, dziś na poły legendarny gnieźnianin – bo czuł się nim naprawdę – pasjonował się też malarstwem, tkactwem i garncarstwem. To właśnie te zamiłowania plastyczne sprawiały, że lubił przyjść do pani Krysi poklachać, czasem dokupić farb czy pędzli. Był też instruktorem w MOK-u i w Szkole Muzycznej, uczył gry na dudach. W tym temacie nigdy w Gnieźnie nie było lepszych. Galiński był dudziarzem w starym tego słowa rozumieniu. Miał instrumenty robione przez innych, jak choćby dudy ignysiowe, ale ten instrument, podobnie jak inne ludowe, potrafił także budować sam. Jego instrumenty i obrazy można znaleźć w muzeach. Występował na Turniejach Dudziarzy. Miał też swoich wybitnych uczniów. Niezwykły talent wykazywał między innymi stypendysta ministra kultury Dariusz Januchowski. Leon Galiński, o czym powszechnie wiemy, udzielał się na wielu szczeblach samorządu. Obok muzyki i malarstwa był też pasjonatem gór. Zresztą działał w Klubie Górskim Ornak.
Dudy Leona Galińskiego umilkły w 1999 roku. W pewnym czasie grę na tym instrumencie zarzucił także Dariusz Januchowski. Na długie lata piękna karta dud w Gnieźnie została zapomniana. Dopiero zupełnie niedawno idea przywrócenia dźwięku dud została przypomniana w działaniach Piotra Wiśniewskiego i Muzealnego Detektywa. Wówczas zaproszono na warsztaty Artura Witczaka. Wystąpił on też na jednym z finałów Festiwalu Fyrtel, a podczas jednego z jarmarków na św. Wojciecha grał przed MOK-iem.
W 2014 roku z inicjatywy eSTeDe, podczas Święta Przyjaciół, wspominano Galińskiego. Zaprezentowano także odnalezione przez Muzealnego Detektywa dudy Leona Galińskiego. Młody dudziarz Mikołaj Woźniak, który był samoukiem, a grywał na rekonstrukcji dud średniowiecznych, po konsultacjach ze środowiskiem dudziarskim ustalił ponad wszelką wątpliwość, że to dudy Leona Galińskiego, a wykonał je słynny dudziarz kościański Ignyś. Po odrestaurowaniu i przywróceniu im życia przez Tomasza Kicińskiego dudy wróciły do eSTeDe, skąd w formie depozytu trafiły do Muzeum Początków Państwa Polskiego i już wkrótce będą ubogacać wystawę „Gniezno stąd do Przeszłości”.
(za Jarosław Mikołajczyk/MPPP w Gnieźnie)




