Porządek w centrum miasta
Z budą i „dziadoparkingiem” w jubileusz koronacyjny. „Szpeci i przynosi porutę” – grzmi radny

Gniezno, choć na kilka dni, to z pewnością będzie stać w centrum uwagi całej Polski. Pod koniec kwietnia odbędą się uroczystości związane z 1000. rocznicą pierwszej polskiej koronacji. Zjadą tutaj posłowie i senatorowie RP oraz najważniejsze osoby w państwie. Za nimi zapewne zjadą ciekawscy turyści. Co zobaczą? O to martwi się wielu. Jednym z miejsc wstydu jest parking z mało wyjściową przyczepką, tuż przy samym Rynku.
Gnieźnianie do tego miejsca już się przyzwyczaili i na tę szpetotę patrzą zupełnie obojętnie, albo w ogóle już jej nie dostrzegają. Między Rynkiem, a kościołem franciszkańskim i Doliną Pojednania, czyli bardzo „turystycznym” skrótem, mieści się parking do którego obsługi służy poczciwa przyczepka z Niewiadowa. Choć przywołuje ona u niektórych nostalgię za historią polskiej motoryzacji, to jej wygląd jednak odstrasza. O tym wrzodzie w starej ale pięknej tkance miasta przypomniał niedawno Jarosław Mikołajczyk, przewodniczący miejskiej komisji kultury i promocji (choć miejsce to, ani z kulturą, ani z promocją się nie kojarzy), który w swoich mediach społecznościowych wskazał na ten problem, wywołując falę reakcji. Do tematu nawiązał na ostatniej sesji Rady Miasta Tomasz Dzionek. Zwrócił on uwagę, że czas rozmawiać o wyglądzie centrum miasta i za przykład miejsca do uporządkowania wskazał właśnie problematyczny parking. – To obskurna buda, która stoi na działce przylegającej do rynku. W zeszłym roku zwracałem się nieoficjalnie z prośbą o uporządkowanie tego. Miasto ma narzędzie, by „przymusić” prywatnego właściciela lub dzierżawcę do likwidacji tej budy, która szpeci i przynosi porutę miastu – mówił wprost i pytał władze miasta, czy podjęły działania w tej sprawie. (dalsza część pod zdjęciem)

Radnemu odpowiedziała Joanna Śmigielska, zastępczyni prezydenta miasta. Raczej nie dała mu złudzeń. – Nie jest to budowa. Jest to obiekt tymczasowy. Z takimi zawsze są problemy. Najwięcej instrumentów ma tu inspektor nadzoru budowlanego, a nie Miasto Gniezno. Nikt nigdy nie wydał pozwolenia na posadowienie tego. Gdyby ktoś się zwrócił o decyzję lokalizacyjną, to na pewno by takiej nie dostał – stwierdziła i na tym temat przyczepki, tudzież jak mówią inni wprost – „budy”, się zakończył. Dopełnia ona tylko całości kompozycji, kiedy patrząc z Rynku w kierunku kościoła, widzimy poupychane samochody na dziurawym „dziadoparkingu” – jak nazywali go internauci w dyskusji na facebooku. Miejsce to też stało się memem, który zaczął już żyć swoim życiem, a pojawił się na facebookowym profilu „Beka z Gniezna”.
