Przejdź do treści głównej

Środowisko

Podwyżka za śmieci przejdzie, ale potrzebna jest edukacja i lepsza segregacja oraz… mniejsza ich ilość

O ponad 18% więcej zapłacą od 1 kwietnia za śmieci mieszkańcy Gniezna. Choć decyzję podejmie cała Rada Miasta, to już dziś widać, że nie ma na ten moment żadnej alternatywy, a konstrukcja przepisów nie daje tu zbyt wielkiego pola manewru. Gnieźnianie odpadów produkują więcej, ich odbiór i zagospodarowanie także są droższe, a do Lulkowa jadą głównie śmieci zmieszane. A te są droższe.

Kolejna podwyżka opłat komunalnych gnieźnian nie ominie. Tzw. „system śmieciowy” – w myśl przepisów – musi się bilansować, a o to w naszym mieście trudno. Odebranie spod domów odpadów, a następnie przewiezienie ich i zagospodarowanie w Lulkowie – kosztuje. Jednak zebrane od mieszkańców pieniądze na ten cel nie wystarczają na pokrycie tego kosztu. Nie tylko same ceny za odbiór śmieci rosną ale też produkujmy odpadów coraz więcej. Z tego wynika prosty rachunek – dotychczasowa kwota pobierana za wywóz i zagospodarowanie śmieci (33 złote), w 2026 roku nie starczy na pokrycie kosztów całego systemu. By mógł się zbilansować – mieszkańcy muszą zapłacić 39 złotych. Tylko wtedy jest szansa, że wpływy pokryją koszty i nie pojawi się deficyt, który i tak musiałoby „zasypać” Miasto z pieniędzy podatnika. 22 stycznia o planowanej podwyżce rozmawiała z radnymi Joanna Śmigielska, zastępczyni prezydenta miasta. Jak wyliczała dane o rodzaju przewożonych z miasta do zakładu Urbis w Lulkowie odpadów – najwięcej ich gnieźnianie „wyprodukowali” w formie zmieszanych odpadów opakowaniowych, następnie niesegregowanych odpadów komunalnych i opakowań z papieru i tektury. Śmieci tych jest też znacznie więcej niż w 2023 roku, kiedy ostatnia stawka opłaty śmieciowej weszła w życie. Wtedy śmieci gnieźnianie wyprodukowali 20 369,3 Mg, a w zeszłym roku 21 866,13 Mg. Wiceprezydent zaapelowała o segregację odpadów. – Im więcej śmieci segregujemy, tym mnie płacimy za śmieci – przekazała radnym, prosząc o poprawne dzielenie ich na strumienie. Podała tu też przykład. Większa dbałość w segregacji pozwalałaby zmniejszyć ilość odpadów z czarnego kubła („zmieszane”), które są droższe w odbiorze i zagospodarowaniu. Wielu mieszkańców dla wygody lub z niewiedzy, właśnie do „zmieszanych” wrzuca odpady, które z powodzeniem mogłyby wylądować w innych pojemnikach po odpowiedniej segregacji. Jak podkreśliła J. Śmigielska – zaproponowana nowa stawka jest efektem kalkulacji i wynika z rachunków, nad czym kontrolę ma Regionalna Izba Obrachunkowa. Tu nikt na śmieciach nie zarabia. Wszystkie środki od mieszkańców na ten cel, celowi temu są przekazywane.

Jak wyliczono nową stawkę, 39 złotych? Wiceprezydent przekonuje, że to prosta matematyka. Koszty systemu w 2026 roku mają wynieść 24 mln złotych. Po podzieleniu tej kwoty przez ilość deklaracji śmieciowych, uzyskuje się kwotę do zapłaty przez każdego mieszkańca. I tu pojawia się jeden z problemów. Czy ilość deklaracji śmieciowych odpowiada faktycznej ilości mieszkańców. Tutaj nikt nie ma wątpliwości, że tak nie jest i w systemie „są martwe dusze”. Np. mieszkanie zamieszkują 4 osoby, a w deklaracji zgłasza się 2. Gospodarstwo takie płaci zatem 2 razy mniej niż produkuje odpadów. To „jazda na kredyt” i krok do braku bilansu i prosta droga do kolejnej podwyżki, za którą – jak zwykle – najwięcej zapłacą ci uczciwi. Jak zapewnia wiceprezydent – miasto stara się kontrolować w miarę możliwości realizację deklaracji śmieciowych, ale zasoby ma tutaj ograniczone. Ostateczną decyzję o wprowadzeniu podwyżki podejmą miejscy radni na sesji w dniu 28 stycznia.

Tagi