Samorząd
„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”

Słowa Jezusa z Kazania na Górze wzywające do powstrzymania się od osądzania bliźnich, które przytoczył radny Janusz Brzuszkiewicz, chyba najtrafniej podsumowały treść debaty nad wnioskiem klubu Prawa i Sprawiedliwości o odwołanie z funkcji przewodniczącego Komisji Promocji, Kultury i Turystyki – Jarosława Mikołajczyka. W ocenie radnych opozycyjnych, powinien on stracić stanowisko, mimo że sami radni PiS nie szczędzili mu pochwał za jego działalność i wiedzę. Powód ma inny wymiar: Brak jego reakcji na wystawę w muzeum, na którą jako przewodniczący, nie miał wpływu.
Projekt uchwały klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miasta Gniezna o odwołanie z funkcji przewodniczącego komisji, to bardzo rzadka praktyka w samorządzie, stąd postawienie takiego wniosku dla wielu radnych było zaskakujące. Powodem, w ocenie radnej Nataszy Szalaty, był brak reakcji przewodzącego komisji kultury na „aferę memową” związaną z wystawą w Muzeum Początków Państwa Polskiego. – „Szczególnie nasze zdziwienie budzi fakt, że pan radny Mikołajczyk jako radny Rady Miasta Gniezna oraz przewodniczący tak znaczącej komisji a także osoba współorganizująca tą wystawę, nie wykazał konkretnych działań sprzeciwu wobec tych treści, co przyczyniło się także do złego postrzegania samej Rady Miasta” – motywowała wcześniej radna w przesłanym naszej redakcji oświadczeniu. Do dyskusji nad wnioskiem doszło podczas sesji miejskiego samorządu. Choć jak zaznaczyła radna, która w imieniu swojego klubu uzasadniała projekt uchwały mówiąc, że nie chce by był to sąd nad przewodniczącym, to jednak przebieg dyskusji z ramienia opozycji taką formę przybierał. – Straciliśmy zaufanie – podkreślała Natasza Szalaty wytykając J. Mikołajczykowi m.in. niezwołanie przez niego nadzwyczajnego posiedzenia komisji kultury w sprawie wystawy w muzeum i zawartych tam treści. Radna, podobnie jak Paweł Kamiński z Ziemi Gnieźnieńskiej, odnieśli się także do wpisu na prywatnym profilu Jarosława Mikołajczyka, który jeden z memów udostępnił na swoim facebooku, jednak usunął go, a za umieszczenie go, przeprosił.
– Może bał się o pracę? – snuł domysły radny Jan Szarzyński, doszukując się w zachowaniu przewodniczącego komisji racjonalności zachowania ale jednocześnie nie szczędził mu komplementów za jego działalność, podobnie jak część radnych opozycyjnych, którzy jednocześnie piętnowali go za jego postawę wobec „afery memowej”, a z drugiej strony wyrażali nawet podziw za działalność kulturalną czy dziennikarską. Przewodniczący Michał Glejzer nazwał taką postawę radnych opozycji „oksymoronem” i wytknął nadużywanie przez nich w tej dyskusji spójnika „ale”, który wyraża przeciwieństwo w treści i jej niespójność. Podkreślił też, że to jednak sąd nad przewodniczącym. Sam Jarosław Mikołajczyk, który wyraźnie nie krył zażenowania wnioskiem i przebiegiem dyskusji nad nim, zapytał: – Rozmawiamy o komisji czy o memach? – dopytywał szukając powiązania jego pracy w komisji ze sprawą muzealnej wystawy. – Nie bawmy się w opowieści „pana szanuję, doceniam co pan robi”. Nie. Nie bawmy się w schizofrenię – odparł wyraźnie zirytowany przewodniczący na słowa radnych opozycji. – Kto się tłumaczy, ten się oskarża – podkreślił i zauważył, że nie życzy nikomu nawet 1/3 takiego hejtu z którym przez wystawę muzeum musiał się zmierzyć. W obronę J. Mikołajczyka wziął także prezydent Michał Powałowski, a dyskusję i wniosek klubu PiS podsumował Michał Glejzer: – To zarzucanie sieci i patrzenie, co się złapie.
Ostatecznie, za przyjęciem wniosku PiS było 7 radnych (kluby PiS i Ziemia Gnieźnieńska), przeciw 11 radnych (Koalicja dla Pierwszej Stolicy).




