Oświata
Likwidacja Przedszkola nr 17, to może być dopiero początek. „Doszliśmy do ściany”

Jeszcze nie ostygły emocje związane z decyzją władz miasta o wygaszaniu i ostatecznej likwidacji jednego z trzech przedszkoli z gnieźnieńskich Winiar, a za rogiem już pojawia się widmo kolejnych likwidacji publicznych placówek oświatowych. Prezydent miasta nie ma tu wątpliwości: „Czekają nas trudne decyzje” i zapowiada szersze rozmowy nad kształtem przyszłej sieci szkół i przedszkoli.
Rodzice dzieci uczęszczających do Przedszkola nr 17 w Gnieźnie nie godzą się z decyzją o likwidacji tej placówki, ale takie działania w lokalnej oświacie będą najpewniej coraz częstsze. Na ostatnim posiedzeniu komisji miejskiej oświaty debatowali o tym radni. Materiałem do przemyśleń jest obecna rekrutacja do miejskich przedszkoli. W tym roku przygotowano 477 miejsc dla dzieci (o 125 mniej niż wcześniej), ale do godziny 11 w ostatnim dniu zbierania deklaracji złożono 381 wniosków. Oznacza to 96 miejsc, które nie zostałyby zajęte. Za rok zatem, kolejne oddziały przedszkolne będą najpewniej likwidowane. – Musimy myśleć o tym, co zrobić z nauczycielami i obiektami. I to już za pół roku – mówił radny Janusz Brzuszkiewicz, bo dzieci będzie mniej niż miejsc w przedszkolach. – Trzeba to powiedzieć uczciwie. Sytuacja nie jest łatwa. Co roku będziemy stawali przed kolejnymi dylematami – przyznał radnemu rację Michał Powałowski, prezydent miasta. Jak podkreślił, do czerwca trzeba wypracować projekt dalszego działania, bo w przyszłym roku wolnych miejsc będzie jeszcze więcej. – Czekają nas trudne decyzje – nie krył i zapowiedział wspólną dyskusję nad rozwiązaniem tego problemu. – Bo on jest i od niego nie uciekniemy – podkreślił prezydent. Jak zaznaczył – najważniejsze są dzieci, ale miasto konfrontuje się z ekonomią.
– Dziś mamy 13 przedszkoli, czyli 13 budynków. Trzeba je ogrzać, oświetlić itd. Te koszty eksploatacyjne są kosztami stałymi. Jeśli dziś mamy w tych przedszkolach, w porównaniu do 3-4 lat wstecz, o 200-250 dzieci mniej, to te koszty dzielimy przez mniejszą ilość dzieci – mówił radnym obrazowo M. Powałowski. – Od czterech lat nie uruchamialiśmy po jednym oddziale. To było takie „pudrowanie trupa”. Tu nie uruchamialiśmy, tam nie uruchamialiśmy, po to tylko, by ten proces rozkładać. Ale dziś doszliśmy do ściany. Dłużej tak się już nie da. Możemy mieć w każdym przedszkolu po trzy oddziały, ale ktoś te przedszkola musi utrzymać. A jak wiecie, te dochody bieżące w stosunku do kosztów nie rosną – rozłożył bezradnie ręce prezydent i dodał, że „demografia w tym nie pomaga”. Michał Powałowski jeszcze raz podkreślił, że chce wypracować w szerszym gronie rozwiązania na zaradzenie demograficznej zapaści, która nie jest nawet nieodległą przyszłością, ale dzieje się teraz.